Filmoteka

Nowe Horyzonty: doceniane reżyserki

Wyśmiewają i przezwyciężają krzywdzące stereotypy, rozliczają się z niesprawiedliwością zapisaną w skostniałych normach prawnych czy wzorach społecznych, a wszystko przyprawiają ciętym językiem i poczuciem humoru. W programie tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty znajdą się filmy reżyserek, które podbiły serca widzów i krytyków światowych festiwali.

„Dirty God”, reż. Sacha Polak

Holenderska reżyserka Sacha Polak, autorka głośnego „Hemel” (12. NH) wraca przebojowym „Dirty God”, który otwierał festiwal w Rotterdamie i zebrał świetne recenzje na Sundance. To historia Jade (Vicky Knight) - młodej matki okaleczonej przez partnera, starającej się wrócić do swojego nieuporządkowanego życia.

Dziewczyna napotyka na drodze nowe bariery i trudności, których źródłem jest jej wygląd. Film Polak to mocny, ale niepozbawiony humoru i buntowniczej energii dramat o tym, jak ciężko odnaleźć się w świecie ludziom z łatką "innego" (przyklejoną pod byle pretekstem), przewrotna historia o współczesnych, pustych kanonach piękna i naiwności nakazującej wierzyć w ich nieomylność.

„Byłam w domu, ale…”, reż. Angela Schanelec

Nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem za reżyserię Byłam w domu, ale… to bez wątpienia najbardziej dyskutowany tytuł w konkursie tegorocznego Berlinale. Żaden inny film nie pozostawił tyle miejsca widzom na reakcje, refleksje i emocje, które eksplodowały podczas pokazu prasowego kakofonią owacji i gniewnych „buczeń”.

W swojej fabule-eseju Angela Schanelec obserwuje pogrążoną w żałobie (a za jej sprawą w całkowitym komunikacyjnym kryzysie) rodzinę – matkę i dwójkę dzieci. Przy czym dzieci wydają się dojrzalsze niż ich neurotyczna, będąca w nieustannym ruchu matka. To film o utraconej równowadze: nie tylko rodzinnej, ale też egzystencjalnej. Obrazy spokojnie „przeżuwających” swoje dni zwierząt, przedziwne sceny szkolne, w których dzieci recytują Hamleta, fascynujące monologi matki zawierają w sobie potężny ładunek humoru w stylu Bernharda czy Jelinek.

„Za późno, by umrzeć młodo”, reż. Dominga Sotomayor

Zdobywczyni Lamparta za reżyserię na ostatnim festiwalu w Locarno (pierwszego przyznanego kobiecie!), powraca do czasów własnego dzieciństwa, spędzonego w eko-komunie, w chilijskim Peñalolén. W świecie, w którym brakuje nie tylko elektryczności, ale i przejrzystych reguł (bo dorośli bawią się w utopię), kilkoro pozostawionych samym sobie nastolatków przeżywa najważniejsze lato swojego życia.

Sotomayor, znana nowohoryzontowej publiczności choćby ze zwycięskiego „Od czwartku do niedzieli”, doskonale uchwyciła moment transformacji, jakim jest dojrzewanie, z jego aurą samotności, melancholii i pozornego spokoju, pod którym czają się emocjonalne burze.

X&Y, reż. Anna Odell

Anna Odell, autorka słynnego „Zjazdu absolwentów” (najlepszy tytuł w Międzynarodowym Konkursie Filmy o Sztuce 14. NH), w swoim najnowszym filmie tworzy społeczny eksperyment, którego celem jest zbadanie pojęcia tożsamości. Na czym polega męskość, a na czym kobiecość? Jeżeli płeć jest czymś więcej niż układem chromosomów, bo jest uwarunkowana kulturowo - to czy można ją poddać interpretacji, tak jak inne społeczne konstrukty?

„X&Y” to wielopoziomowa struktura, zbudowana na przecięciu praktyk artystycznych i filmu. Zamiast scenariusza jest filmowe studio i zamknięci w nim aktorzy, którzy jak uczestnicy reality TV, sami muszą wyprodukować fabułę. Warstwy fikcji Odell przekłada własną biografią, w ekshibicjonistycznym spektaklu złożonym z emocji, pożądania i manipulacji. Doprowadza uczestników i widzów do obłędu, przez co „X&Y” ogląda się jak najlepszy, intelektualny thriller.