Krzysztof Magowski: miał w sobie coś z wieszcza

– Niemen jest ciągle sugestywny i bardzo dobrze odbierany przez młodych. Jego polifoniczna, monumentalna muzyka zachwyca bogactwem form, inspiracji, narzędzi – mówi Krzysztof Magowski, reżyser dokumentalista, autor poświęconego Czesławowi Niemenowi filmu „Sen o Warszawie” (emisja: TVP Kultura, 31 sierpnia, godz. 20. 25).

Krzysztof Magowski (fot.TVP)
Krzysztof Magowski (fot.TVP)

– To był ktoś na podobieństwo współczesnego wieszcza, bo tak jak wieszcze bywał często za życia niezrozumiany. A czy jego sławny, patetyczny, wzniosły „Dziwny jest ten świat”, wykonany na festiwalu w Opolu w 1967 roku w osobliwym stroju ludowym, inspirowanym białorusko, nie był jakimś echem wschodnich, kresowych źródeł naszych wieszczów? To fakt i nie ukrywam, że chciałem mu tym filmem zrobić pomnik. W jego postaci ogniskowało się wiele wątków, choćby wątek kresowy, repatriancki, wątek polskiego losu. Dlatego tak wyeksponowałem wątek białoruski jego biografii. Niemenowi, który wstąpił do Komsomołu, groziło wcielenie do Armii Radzieckiej i wtedy piorunem się repatriował, dzięki „wyzywowi”, czyli zaproszeniu z Polski. Nie bez znaczenia była jego ideowość i nie ukrywanie sympatii politycznych, eksponowanie patriotyzmu. Z drugiej strony był nonkonformistyczny, ekstrawagancki w ubiorze. Nie był tylko maszynką muzyczną, ale także bogatą postacią, nieszablonową osobowością. Był człowiekiem szlachetnym, wiernym, uczciwym, a jednocześnie trochę zagubionym, żyjącym w innym świecie. Nie uczestniczył w skandalach obyczajowych i ekscesach pijackich, nieobcych jego branży. Był bardzo rzetelny jako artysta i profesjonalista, dbał o szczegół, był rzetelny. Luzakiem nie był nawet poza sceną.

A jak dziś odbiera Pan jego twórczość?

– Myślę, że przetrwała próbę czasu, ciągle brzmi nowocześnie, podczas gdy muzykę wielu jego sławnych kolegów odbiera się jako trącącą myszką, nawet jeśli słucha się jej z sentymentem. Niemen jest ciągle sugestywny i bardzo dobrze odbierany przez młodych. Jego polifoniczna, monumentalna muzyka zachwyca bogactwem form, inspiracji, narzędzi. Z tego choćby punktu widzenia on nie ma dziś następców, bo takie symfonie muzyczno-poetyckie choćby podobne w skali do „Bema pamięci rapsodu żałobnego” według Norwid są dziś w muzyce popowej trudne nawet do wyobrażenia. Niemen nie był prywatnie kojarzony z poczuciem humoru, ale jako artysta odznaczał się nim niewątpliwie. Oscylował pośród bardzo zróżnicowanych form, tonów, nastrojów, od gotyckiego w swoim dostojeństwie „Bema …”, poprzez utwory sentymentalne „Wiem, że nie wrócisz”, „Pod Papugami”, „Czy mnie jeszcze pamiętasz”, po takie żarty muzyczne jak „Płonie stodoła”.

Gdyby żył, miałby już 77 lat. Czy potrafi go Pan sobie wyobrazić ten niegdysiejszy emblemat „młodzieżowości”, bo tak go traktowano w PRL – jako weterana muzyki?

– Niemen był twórcą poszukującym, niespokojnym artystą, więc mogę go sobie wyobrazić jako nieustannego awangardzistę o siwych, ale gęstych włosach, ciągle próbując ego dotykać granic muzyki.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński